Nierealit górski

Zawierająca czterdzieści utworów debiutancka książka ukazała się w roku 1997 nakładem Gdańskiego Towarzystwa Przyjaciół Sztuki. Cały nakład – 350 egz. – jest już wyczerpany.

 

Wiersz o skurwielu

 

Skurwiel nie wyróżnia się niczym

jest zwykłym człowiekiem

(tak przynajmniej twierdzi)

w sobotnie wieczory obala z kolegami żyto albo bełty

potem razem wychodzą na ulicę

szukają spóźnionych przechodniów

fajnie jest zajebać komuś bez powodu

najbardziej jednak skurwiel lubi imprezy z niezłymi dupami

pierdoli szybko z wprawą

najlepiej bez prezerwatywy

później na niedzielnej mszy opowiada

jak doprowadził dziewczynę do orgazmu na parapecie

z odpowiednią częstotliwością rzuca kurwami

podkreśla to prawdziwość wypowiedzi

skurwiel nie rozmawia z tymi

którzy zbyt dużo myślą

no bo o czym rozmawiać z pojebanymi

skurwiel zna się na życiu

i jest z tego dumny.

1993

 

 

Tajemnica

 

W tej szafce trzymam

moją największą zdobycz -

sznur szubieniczy

z ledwo tętniącym

oddechem szyi wisielca

miejscami napięty próbami

przyciągnięcia ziemi

albo chociaż stołka

gdzieniegdzie wykrzywiony

kopaniem nóg bosych

(buty wziął sobie kat

jako część zapłaty)

 

powietrze łaskotane

szorstkimi włókienkami śmiechu

rzęziło w zawężonej drodze do płuc

ciało wahało się przez chwilę

 

białe

bardzo białe prześcieradło

za pół litra kupiłem ten sznur

polubiłem go

jest taki… rozluźniony

czasami kiedy go głaszczę

mruczy jak czarny kot

wygina cichutko pętlę grzbietu

tuląc się do szyi.

16.10.1993

 

 

Święta Rodzina

 

Madonna ma obwisłe piersi

włosy niemyte od trzech dni

co środę wpada do Elki spod piątki

na kawę i plotki o objawieniach

 

synek Jedyny Przenajnormalniejszej

sika na prześcieradło

karcą go wtedy klapsem

jego cierpienie jest żółte i małe

nad pustym łóżkiem

unosi się ostry zapach oczekiwania:

przez łzę i pociąganie nosem ku dorosłości!

- wychowam Cię na Człowieka – mówi matka

- może nawet pewnego dnia zostaniesz Nim

 

mąż i ojciec Józef X.

jest bezrobotnym stolarzem – dostaje zasiłek

panie w urzędzie pracy

zgodnie z regulaminem współczucia rozkładają ręce:

- no gdyby znał pan angielski

albo chociaż obsługiwał komputer…

i zaraz dorzucają gram nadziei:

- proszę przyjść za miesiąc!

Józef dorabia na boku

gdy umrze ktoś ze znajomych

hebluje zbija sprzedaje

nieco tańszą trumnę

 

taka sobie

Święta Rodzina.

15,17.07.1994

 

 

Tęsknota

 

Tęsknota polega na tym

że wącha się ręce na ciepło

próbując odgrzać zapach potrawy

i włosy się czesze pod światło

aby choć jeden dotykiem spłoszony

zawierzgał nad grzebień

 

Tęsknota polega na tym

że wsiada się i jedzie na oślep

bez przepowiedni telefonu

pozostaje między pewnikiem a zapałem ściętym głucho

w płynnej nadziei jak najdłużej

 

Tęsknota polega na tym

że trzy listy nieżywe zmusza się do lotu

wbrew I prawu rozdarcia

i II zasadzie przeczytania

 

Tęsknota polega na tym

że dawkę jutra chciałoby się teraz

ledwie ciągnąc na głodzie

przez kilka tysięcy minut.

5.01.1995

 

 

***

 

Odchodzę -

kładę się płasko jak świeżo ubrany śnieg

i odbijam wszystko

co mogłoby się przydarzyć jeszcze

 

Odchodzę.

nie ma na to żadnej metafory

ani rady

po prostu zabieram palce

z paznokciami wspomnień

 

Odchodzę…

w subtelnym zwierciadle rozmowy

- jak człowiek z człowiekiem -

kicają zajączki nerwowych uśmiechów

łapki słów zapadają się -

grząskie są pola serca

 

Odchodzę:

czyżbym o czymś zapomniał?

5.01.1996

 

 

***

 

Z nadmiaru przychodzi obojętność

jest zmęczona

daleko jej do soczystych arbuzów życia

 

w ostatniej chwili człapie do kuchni

i wyłącza gaz pod garnkiem głowy

pełnym wrzących myśli

ratując posiłek przed przypaloną erupcją

 

daje zaganianym emocjom wychodne

na całą niedzielę

kaszlący wzrok zdejmuje z karuzeli

wlewa pod powieki zielony syrop

namawia ciszę by niczego nie opowiadała niewidomemu

 

a kiedy uśniesz

nie wpuszcza na twe posłanie mruczka-snu

każe mu łapać myszy

gdzie indziej

 

babunia-obojętność

dba o swoje wnuczęta

na jej wikcie przybiera się na wadze

tracąc.

27.02.1996

 

 

***

 

Błękitny balonik

- poduszka noworocznego powietrza

pom pom pomalutku

przede mną w dół Monciaka

po ubitych gwiazdkach pomykał

 

miniona noc:

bezmięsna trochę nietrzeźwa

jak zwykle mieszałem

jak zwykle…

jednakże gdy zamykano

szampańskie kryptokrypty życzeń

uwierzyłem w Annę

 

ja – nierealit górski

półszlachetny

może nawet z domieszką cynik

od wczoraj – magma papieru

w ciętej ripoście ust Anny

 

Monte Cassino i balonik.

5.01.1997

 

 

***

 

Smutniało bez Anny

w tak zawrotnym tempie

że nic nie zdążyłem

uratować z godzin – -

sinoszary pożar wybuchł

w czekaniu moim na piętrze

- zaczadzony Tobą -

czułem się na wylot

opuszczony z nagła jak przestrzał

 

a przecież irlandzka

swym spojrzeniem jesteś

i w śmiechu masz coś

co chlebem się staje

każdą linijką

parujesz mi z wiersza

gdy się rozbierasz

prosto w nadprzestrzeń

 

smutnieję bez Ciebie -

wrócisz mi niedzielą

dwunastego stycznia

po mszy tak odległej

że aż nie pojmuję

- moje czekanie -

rozpuszczam hostię w winie

myśląc:

Ty – -

albo wszystko na przestrzał.

11.01.1997

 

 

Euforyk romantyczny

 

Requiem niedociszy

chrzcielnice nadsmaków

szorstki piaskowiec cięty z prześcieradła

ruiny mityczne w jakiejkolwiek Francji

i duchy

cała oktawa duchów

jutrznię śpiewająca jak klasztor cystersów

pod sklepieniem deszczu

z otwartej kobiety

 

wzgórz bieliźnianych

krucze połoniny

spływając z poręczy

nawiedzonych krzeseł

haczą o nieład rozbieganych oczu

łasice dotyków dreszczą skóry deseń

zrzuceni z piramid

na ogień w rytm i oddech

miłość wyznający prorocy ciał własnych

nago objawieni zbuntowani święci

słyszymy jak kosmos nędznie porażony

skrzypi w drewno zaklęty

 

my – niepokonani.

10.02.1997

 

 

***

 

Na wiatr -

mokry – gąbka z kąpieli Twego ciała

kotwice zapachów niczym

pani świeżo wyszła z domu

- rzucam

z Ciebie obdarty

pustki nabieram jak Titanic

mam przechył

ku maszynie do pisania

na nitkach po Tobie

płynę – pająk pełen niepokoju

nieswój…

NASZ

 

w tramwaju pod płonącym zaimkiem

tli się papieros

rozedrgany w palcach ud

- popielec trwa.

 

w środę popielcową, 12.02.1997