Pies i Pan

„Pies i Pan” ukazał się we wrześniu 2014 r. w nakładzie 700 egz.
Zawiera trzydzieści pięć wierszy z lat 2007-2014.
Poniżej można zapoznać się z dziesięcioma wybranymi tekstami.
Istnieje możliwość nabycia książki;
wystarczy przelać 18 PLN (Polska) lub 20PLN (zagranica) na konto:
mBank 06-1140-2017-0000-4802-1302-8997.
W tytule wpłaty należy podać dokładny adres. Tom zostanie wysłany pocztą.

 

Sanatorium. Sen

 

Dziś msza za spokój Twojej duszy.

Idę niewyspany po nocnej zmianie.

Śpiewnie chłodny kościół w kształcie trumny czeka na mnie.

 

Myślę o sanatoriach, gdzie zwykłeś jeździć raz do roku.

Z pylicą płuc. W swoich szytych na miarę garniturach.

Zawsze u krawca z Przymorza, Pana Judy,

który miał na imię chyba Tadeusz.

(Nie jestem pewien Imienia).

Biblijne wyprawy do Krainy Szycia – katalogi „Burdy”,

zapach świeżo zaprasowanych kantów u spodni.

Wszechobecne ścinki. Groźne szpilki.

 

Lubiłeś dobrze się ubrać. Pięknie śpiewałeś,

na parkiecie też byłeś niezły. Dusza towarzystwa.

Myślę, że mogłeś zdradzać Mariannę raz do roku,

po piątej wódce, np. w Szczawnicy.

 

Robiłeś to od niechcenia. Pewny siebie.

Przypuszczam, że nieszczególnie się starałeś o ich względy.

Otwarty na świat i ludzi, brałeś to, co nie Twoje.

 

To, co Ci się należało.

 

6.7.2014

 

 

 

***

 

Nie ma nikogo. Kto by w nocy

wygrał z Tobą. Oprócz Śmierci, Rybko.

 

Ona nęci. Wnet znajdzie

w ciele haczyk. Zatnie. Żyłkę.

 

Znajdziesz dla niej

chwilkę?

 

2. 12. 2011

 

 

 

Żuraw

 

Tak – jako gauleiter i komendant Miasta w 1945

wieszałbym dezerterów i defetystów na jego haku.

W ogóle spichlerze wzdłuż Motławy

sprzyjałyby w mojej wizji zwycięzcom.

Miałbym gest, wiarę w zwycięstwo i ostatni pas startowy.

Powiedzmy na Westerplatte. Taki ponadczasowy witz.

 

Zachowałbym dla siebie, córki, Anne-Marie

i ukochanej sekretarki ostatniego He-111.

 

Żadnych strzałów w skroń. Kapsułek cyjankali.

Argentyński paszport – papierowa wunderwaffe.

Z błogosławieństwem biskupa Hudala lot z Portugalii

Hacjenda i szacunek. Aż po feralną kąpiel w Orinoko w 1978.

 

16. 12. 2009

 

 

 

***

 

Złe jest w Tobie i czeka.

Pewność je rozzuchwala.

Mówi – popatrz.

Skoro jesteś taki jak mówisz,

nic Ci nie grozi.

Słabe jestem.

Niczego nie chcę.

 

Tylko na mnie

popatrz.

 

9. 11. 2007

 

 

 

Danse macabre

 

Stygnę. Trup we mnie zaczyna mieszkać.

Zerka w stronę osiemnastoletnich truchełek.

Aż kostki klekocą. Zerka.

 

Nie myśli. Za mnie podaje się.

Mówi. Ze mnie wychodzi.

A ja patrzę na wylot.

Przez żeber klatkę.

 

I myślę, że grzech nas łączy.

Na dobre.

 

18.3.2008

 

 

 

***

 

Cóż mi powiesz cmentarzu Highgate

poprzez kamienie w bluszczu

i Ty wysoka Angielko w metrze

(na Twój biust chętnie bym się spuścił)

 

o co tak naprawdę pytacie

Chińczyku i Wy dwie Niemki

gdy prosicie o wskazanie drogi do grobu Marxa

czy to nie Wy powinniście mnie tam prowadzić

poprzez gnijące liście

 

ja ze śmiercią na bakier

cóż Wam mogę wskazać

oprócz życia.

 

24.9.2008

 

 

 

Niedziela. Działka.

 

Julia pachnie ogniskiem.

Anna dymem.

Płoną w ustach czereśnie.

 

Idzie po mnie ogień.

 

10. 6. 2009

 

 

 

Psi wiersz

 

I Twoich ust przyjmie mnie piekło,

a wtedy jak pies i pan zarazem będę gryzł i głaskał.

Spalę każdy centymetr, który mnie pokochał,

a Ty wysadzisz wszystkie moje miasta.

I z braku Ciebie będę wył na zgliszczach

i prosił głosem Najlepszego Pana,

co szczepił Cię na serce, pchły zwątpienia iskał.

 

Lecz pozostanie w trawie ledwie budy rana,

łańcuch rdzą trawiony, przewrócona miska.

 

19.10.2009

 

 

 

***

 

Zawczasu przygotuj sobie odwrót.

Latami buduj kilkupasmowe autostrady

i umocnione punkty pełne zapasowych

sposobów na śmierć.

 

Kontrolowany chaos na tyłach nie zawadzi.

Nagłe eksplozje, pożoga ducha,

wtykanie nosa w nie swoje powietrze

będą na miejscu.

 

Tylko się zabić nie daj w Imię.

Bądź kuty na cztery wiatry.

 

22. 11. 2010

 

 

 

 

Książę Alzheimer

 

Jutro odwożę mego Ojca do Domu. Opieki.

Odwożę jego skafander – rok produkcji 1930.

Pieluchomajtki. Trzęsącą się brodę.

Prawdziwe nogi służące do leżenia.

Rękę prawą, która gładziła mnie po głowie.

I puste studnie po oczach.

 

Dom wygląda ładnie.

Stoi na skraju lasu w Internecie.

Jest piękny jak przez telefon. Mówi Pani.

Śmierć bez odleżyn jest tego warta.

Ojciec nie pamięta i nie wie.

Ale czasami coś szepcze

w nieznanym narzeczu śmiertelnych.

 

A pies, którego kupię Mamie,

przyniesie w listopadowy poranek

kawałek duszy Janka na dnie brązowych ślepi.

Choć nie wiem, czy Mama zgodzi się na psa…

 

15. 05. 2011