Złe zamiary

Trzeci tom – luty 2008 r., nakład 650 egz.
Zawiera czterdzieści wierszy z lat 1999-2006.
Poniżej można zapoznać się z dziesięcioma wybranymi tekstami.
Istnieje możliwość nabycia książki – wystarczy przelać 13PLN (Polska) lub 15PLN (zagranica)
na konto mBank 06-1140-2017-0000-4802-1302-8997.
Tomik zostanie wysłany pocztą.

 

 

***

 

Białe zabiło wszystkie liście -

dziadek mróz z zamrażarki wyszedł

porzucił kurę Dąbrowskiego

zjechał po słupkach rtęci w miasto

skuł nam nosy

pozamykał ostatnie kałuże

obnażył przed dziećmi gładkie ślizgawki

 

nieliczni jak sople imają się przystanków

przymarzają do nocnych witryn z jadłem i napitkiem

patrioci slalomem wjeżdżają w zaspy

ostrożnie by nie potłuc tego co w siatce

zimne bankomaty pozwalają wkładać

pod srebrne sukienki dłonie magnetyczne

siekiery śnią o nieletnich choinkach

w czerwonej poświacie karp księżyca zastygł…

 

29.11.2001

 

 

Krótki wiersz historyczny albo babcia Anny Marii

Krystyna M. ( 1926-2003 ) po ciężkiej operacji przeprowadza się do córki

 

 

Zmieniłem adres. Mieszkam nad komisariatem policji drogowej.

Całodobowa ochrona za zasługi dla kultury polskiej stała się faktem.

Za rogiem brama więzienia na Kurkowej, w którym siedział Piłsudski.

Wysoko w wieżyczce dobry dwuoki strażnik zawsze przed snem bawi się karabinem.

 

Po lewej sąd wojewódzki. Vis-a-vis – Szpital im. Mikołaja Kopernika.

Po prawej forty napoleońskie i słowiańskie grodzisko ze zbiorową mogiłą więźniów:

Niemców, Polaków, Kaszubów, wojna wie jeszcze kogo, zmarłych na tyfus w 1945.

Ławeczki. Drobni pijaczkowie. Prawdziwi dresiarze prosto z Masłowskiej.

Ładny staw. Ania z Julką karmią kaczki.

 

Kto z Was – pytam retorycznie niczym Piotr Skarga -

kto z Was ludzie ma takie perspektywy?

 

2.12.2002

 

 

***

 

Mam prawie trzy lata i dwa imiona

ocalałam – choinkę moi bogowie

Mamunia Ania i Tata Idź Pracy

zabrali sześć dni wcześniej

wystarczył bieski stulitrowy worek

 

nie ma śladu po szeleszczących prezentach

rozbrojone klocki walają się po podłodze

zwiastując rychły upadek

ostatnią zieloną igłę schowałam pod szafą

w pudełku po zapałkach obok dwóch zdechłych biedronek

 

kolady jem malutko – chciałabym więcej

bogowie mówią że mam alergię

ale ja nie widzę związku pomiędzy miazgą kakaową

a czerwonymi krostkami na brzuchu

jeżeli jestem na cokolwiek uczulona to tylko na życie

 

czasami nie chcę się ubrać

jakbym traciła wiarę w spacery i karmienie kaczek

bogowie zazwyczaj nie mają czasu

(to nieprawda – widziałam jak w nocy nakręcają budzik)

zsyłają na mnie Tego Który Krzyczy

Jednorękiego Demona Klapsa

płaczę wówczas najmocniej jak mogę

zdarza się że bogowie dają się przebłagać

 

staram się unikać przeciągów

zimnego oraz kreskówek pełnych przemocy

za wszelką cenę muszę ich przeżyć.

 

14.1.2003

 

 

Gazeta Wyborcza

 

Od ręki skazuję na makulaturę:

auto moto komputer land

nieruchomości media markt

 

po prawicy zaś odkładam:

program dwie strony z kulturą

dodatek lokalny co jest grane

no i sport – jeśli to piłka nożna

 

z rozpędu sprawdzam notowania akcji

które kiedyś nieopatrznie kupiliśmy

będąc pod wpływem gotówki:

pkn orlen – lekko do przodu

okocim – zawsze do tyłu

 

szczególnie w piątek wieczorem

po intensywnej lekturze.

 

19.7.2003

 

 

***

 

Tak – byłem za unią

oraz za interwencją w Iraku

jestem przeciwny karze śmierci

nie łudźcie się jednak tłuściochy z parlamentu

na wybory nie chodzę konsekwentnie

ale zazdroszczę waszym prezesom

też chciałbym ukraść 40 milionów

i pójść do więzienia na cztery lata

 

obecnie zamiast kultury fizycznej

uprawiam miłość i wiersze

dawno temu przestałem udzielać

prawidłowych odpowiedzi na życie

czytelników katuję zgodnie z moim sumieniem

nawet polski papież

przestał na mnie działać jak należy

 

coś wisi w powietrzu

od kiedy na pięć pytań dotyczących

problemów z alkoholem

bez wahania odpowiadam – 3 x TAK.

 

19.7.2003

 

 

***

 

Trzykrotnie wzięty za męża pięknej Iwony

dwukrotnie za prawdziwego Żyda

raz za laureata bardzo ważnej nagrody

regularnie podejrzewany

o bycie synem pewnego architekta

a nie zwykłego Jana od Statków

 

wskutek wrodzonej nieśmiałości oraz anielskiej mordki

we wczesnym dziecięctwie brany za dziewczynkę

w kolejkach do sklepów mięsnych

 

notorycznie przekręcany w papierach

przez głuchawe urzędniczki wszelkich szczebli

 

od dzisiaj sam zaczyna się mylić

na własny rachunek i osobistą korzyść.

 

11.3.2004

 

 

Koszyce. Wrzesień. 2000.

 

Ze strzelistej wieży katedry św. Elżbiety robi zdjęcie dołu.

Widzi się. Chroni go stalowa siatka na motyle.

 

Dwanaście lat temu był tutaj.

Na letnich koloniach ze stoczni im. Lenina.

Podłego wzrostu obywatel kraju demokracji ludowej.

Wydawał zielone stukoronówki, uzyskane na podstawie

błękitnej książeczki walutowej, na lody truskawkowe.

Plastikowe modele samolotów. Arachidy w polewie.

Na czterdziestu tubkach pasty „Elmex” zrobił niezły interes.

W hotelu „Hutnik” wypił pierwsze w życiu

(kupione przez Jarosława G.) ohydne piwo i usnął.

 

Teraz widzi się jak we śnie.

Przyjechał tu z bratem Pawłem. Bo sobie obiecał.

Zostawił żonę i pięciomiesięczną córkę na tydzień.

Może dziewięć dni. Potrafi być konsekwentny aż do Bólu.

Pije schłodzonego „Bażanta” w zupełnie nowym państwie.

W przerwach pomiędzy knajpami ma wyrzuty.

Ale tym razem to brat rzyga, bo mieszał.

Przypomina mu się przywilej koszycki (1374)

i dobrotliwie uśmiechnięty ksiądz Tiso.

 

Widzi się w dole. Obok fontanny.

Prowadzą go błędy, które jeszcze przed nim.

 

16.6.2004

 

 

***

 

W ubikacji na Piastowskiej

czytywałem grube książki przygodowe

nasiadówki trwały o wiele dłużej

niż trwa wydalanie tego co było różą

było różą było różą mielonego mięsa

 

nogi drętwiały wpół słowa

matka gasiła światło

Tomek zostawał sam w dżungli

 

obecnie na Kurkowej pozwalam sobie

zaledwie na WC kwadrans

pobieżnie studiuję tomiki z Warszawy i okolic

„żadnych złudzeń, Panowie” i Panie

od razu śmierdzi gównem

tylko papier ma delikatniejszą fakturę.

 

9.1.2005

 

 

***

 

Mamy z Julią własne sprawki

sekrety szeptane na ucho za plecami Anny

 

ostatnio zauważam zmianę sojuszy

kończą się powoli kontrakty na zamki

a Weroniki Przedszkolne stają się wyrocznią

 

mam jeszcze koncesję

na najskomplikowańsze dinozaury

oraz problemy typu sisiorki-pisie

 

wśród nocnej ciszy

patrzę przed siebie

moje ja się kurczy

reszta – wręcz przeciwnie.

 

31.7.2005

 

 

My Way

 

Być może to była ta Droga.

Którą zwykli wybierać prawie wszyscy.

Księżyc zdawał się być po mojej stronie.

Śnieg także. Jazgot przebojów potwierdzał wybór.

Zaimki: ja, moje podnosiły na duchu.

O promilach nawet nie warto mówić.

Cud, że alkomaty zawsze jadą gdzie indziej.

 

Uratowały mnie moje złe zamiary.

Ze zła wychodząc, wdepnąłem w dobro.

Mam szczęście. Które nie trwa wiecznie.

 

29.12.2005